Relacje

Mój pierwszy Triatlon

Na opis tego wydarzenia decyduje się dopiero po 7 miesiącach od startu. Opisuję triatlon jako debiutant i też z myślą trochę o debiutantach, którzy mają przed taka imprezą sporo wątpliwości – tak jak ja miałem. Bardzo miło wspominam tą imprezę. Na pewno wezmę w miej jeszcze udział i polecam ją, bo naprawdę jest to wyzwanie i można się zmierzyć nie tylko z innymi, ale przede wszystkim z samym sobą. To bardzo fajna i specyficzna impreza. Nie ma wielu takich imprez u nas. Udział w Triathlonie w Czerwonaku, a właściwie w Owińskach urodził mi się w głowie już jesienią – rok wcześniej. Powodów jest kilka. Najważniejszy to taki, że to triathlon przełajowy, a ja jeżdżę tylko na rowerze MTB. Takich imprez jest bardzo mało. Triatlonów szosowych jest sporo, ale rywalizowanie na MTB vs. ostre koło, to jak wyścig terenówki z Ferrari na torze.

Kolejny powód to to, że triatlon w Czerwonaku odbywa się latem, a zatem nie trzeba mieć pianki do pływania, bo to już trochę inwestycja. Choć specjaliści mówią, że pianka pomaga w pływaniu nawet latem. Dowiedziałem się później, że piankę można także wypożyczyć – ale wydaje mi się to też dosyć drogie. Jak się potem okazało pogoda letnia była mega letnia, wręcz śródziemnomorska. Pakiet odbieram dzień wcześniej, bo mam po drodze. Bardzo podoba mi się koszulka techniczna. Jedna z ładniejszych jaką mam i z fajnego materiału – tu na prawdę duża pochwała dla organizatorów.

Do Owińsk udaliśmy się rano rowerami z Dawidem i Piotrkiem. Dawid kibic, Piotrek kibic i fotograf. Polecam galerie @grubafotografia.

Start zaplanowany na godzinę 10. Najpierw odprowadzamy rowery i sprzęt do strefy zmian na końcu żwirowni. Czyli tam gdzie dopłyniemy (750m) i przesiądziemy się na rower. Następnie wrócimy do strefy rowerem po 2 pętlach (26,3 km) i dalej pobiegniemy (11,5 km). Bieg skończymy na mecie, która jest obok startu pływania. Naprawdę wszystko fajnie przemyślane, choć coś źle rozumiałem na odprawie, ale o tym później. W strefie zmian ustawiamy swój sprzęt wg. numerów. Rower na stojak i reszta do koszyka. Postanowiłem, że płynę w spodenkach, w których potem pojadę na rowerze i pobiegnę. Plan optymalny czasowo. Po pływaniu założę koszulkę, kask, skarpetki i buty rowerowe. Po rowerze zdejmę kask i zmienię buty rowerowe na te do biegania. Są specjalne stroje do triatlonu, oraz mnóstwo innych gadżetów, po to by zaoszczędzić jak najwięcej czasu w strefie zmian, ale na pierwszy raz nie chciałem inwestować – jestem rodowitym poznaniakiem 😉 W koszyku zostawiam sobie jeszcze żele i dodatkowy bidon, drugi bidon jest na rowerze. Startuje kilku znajomych, jest kameralnie, ale wiadomo to wyścig i adrenalina też jest. Rozgrzewka przed pływaniem zrobiona w stawie obok, na płatnej plaży Tropicana. Zawodnicy mają tam wstęp za darmo tego dnia :). Ja startuję jako 103, więc sporo par stoi przede mną. Tu wskakuje się do wody w parach z pływającego pomostu, każda para co ok. 10 sekund – ten czas organizatorzy trochę skracają. Jest to komfortowe rozwiązanie i bezpieczne. Koledzy, którzy startują w innych triatlonach, opowiadali że po starcie całej stawki do wody, wygląda to czasami jak atak piranii :). Tu jest inaczej i w sumie prawie do końca zawodów nie wiadomo, kto wygrał, bo nie wiadomo, kiedy wskakiwał do wody. Sporo ludzi startuje w piankach triatlonowych, pomimo że o 10 jest już na prawdę bardzo ciepło. Przed zawodami trochę rozmawialiśmy z moim kumplem – Piotrem Stańczakiem z Czerwonak Biega, o tym co i jak technicznie robimy – obydwoje debiutujemy w triatlonie. Piotr stwierdził, że nie ma co skakać z pomostu na główkę, bo zgubimy okulary. Patrzę, że jednak sporo ludzi skacze, Piotr także. No to ja też skoczę… wybijam się z progu i leeecę niczym Kamil Stoch, bach! i woda zalewa okulary, wynurzam się, wylewam wodę, a koleżanka z pary już jest dobre 3m przede mną. Super początek. Pływanie to było moje najsłabsze ogniwo. O ile siły mam sporo, to technika pozostawia wiele do życzenia. Nie czuję mocnego zmęczenia gdy dopływam do końca odcinka, ale wiem, że płynąłem relatywnie wolno. Wybiegam z wody, okulary w ręce i po rozłożonej macie biegnę do roweru. Sporo ludzi jest przede mną, więc zaczyna się ostra jazda i wyprzedzanie. Rower, jak na mnie w tym sezonie mam mocny. Kilka wyścigów w serii Gogol MTB mnie ładnie wzmocniło. Cały czas wyprzedzam. Niestety nie wszyscy wiedzą co to znaczy lewa wolna, ale jakoś sobie radzę. Trasa na triatlonie, mimo że po lesie, to w porównaniu do tej jaką fundują organizatorzy Gogol MTB to raczej tu jest wersja light. Na początku drugiej pętli mijam Piotra i dalej grzeję do przodu, leżąc prawie na kierownicy. Technicznych odcinków i podjazdów trochę jest, piachu także miejscami, jak to w sierpniu. Jednak ogólnie trasa jest szybka – wyszło mi średnie tempo 27,3 km/h więc naprawdę przyzwoicie. Mocno pocisnąłem na rowerze i na końcówce jestem już za zawodnikami, których bym na pewno nie dał rady wyprzedzić ze wspólnego startu. Mijam kibiców, Dawida oraz Piotra z aparatem i wpadam do strefy zmian, już czuję zmęczenie. No ale jeszcze „tylko” bieg po lesie, w tym podbieg na Dziewiczą Górę. Po zmianie butów, żel, napój i wybiegam w złą stronę, ale wolontariusze i kibice krzyczą żebym zawrócił. Zakładałem, że pobiegnę w tempie ok. 4:30 – 4:35… Po pierwszym kilometrze pagórkowatego przełaju weryfikuję swoje założenia, zegarek pokazuje 4:46. Nogi po rowerze mam z waty, a dodatkowo lejący się żar z nieba robi swoje. Było ponad 30 stopni. Wybiegamy na długą prostą i powoli napieram do przodu. Nie lubię długich prostych odcinków, na zakrętach więcej się dzieje i czas szybciej leci. Na skręcie przed 3km dostajemy butelkę wody. Wypijam ją po drodze dosyć szybko i cały czas daję do przodu, wyprzedzając powoli kojonych zawodników. Mijam Basię Nadolską, która była tego dnia najszybsza wśród kobiet. Podbieg na szczyt Dziewiczej Góry to najtrudniejszy odcinek, ale w głowie byłem na niego przygotowany, bo znam tą „góreczkę”. Samo najbardziej strome podejście robię spokojnie, żeby potem nie „spuchnąć”. Doświadczenie z biegu Dziewicza Góra Biega procentuje. Z tego kilometra mam najwolniejsze tempo – 5:07. Na szczycie Dziewiczej Góry znowu coś mieszam i przypadkowa kibicka pokazuje mi właściwą drogę. Całe szczęście, że tam była i za dużo nie nadrobiłem.

Stromy zbieg i byle do mety, ale jest po drodze jeszcze kilka podbiegów, a co najgorsze końcowe kilometry nie biegnie się w lesie tylko w pełnym słońcu, a jest po 12. Największy skwar. Mijam leśniczówkę przed Annowem i przygotowuję się mentalnie do wybiegnięcia z lasu na pełne słońce. Z tyłu słyszę coraz głośniejsze tuptanie. Nie obracam się, ale domyślam się, że to może być tylko jakiś mocarz i obstawiam, że to Piotr. Nie myliłem się, dobiega do mnie i biegniemy razem. Zwalniamy za Annowem i pijemy z Piotra bidonu. W tym upale wody naprawdę nigdy za wiele. Wyprzedza nas jeszcze jeden zawodnik, ale motywujemy się, że uda nam się go wyprzedzić… wiara czyni cuda, ale nie tym razem. Piotr chce biec ze mną do końca, bo zostało niecałe 2 kilometry. Wiem, że bieganie ma mega mocne, a ja już zaczynam się „kończyć”, więc mówię mu, żeby leciał „swoje” i niech daje czadu na maksa do mety. Ostatni kilometr i tak był moim najszybszym (4:24). Biegłem go w skwarze i samotności. Tu była naprawdę walka z samym sobą, ale na końcówce słyszy się już okrzyki na mecie, więc niesie. Ostatnie zakręty i wpadam na metę. Medal, gratulacje, żona Asia z córka Nati podają mi wodę, bo pomimo nawadniania na trasie w tym upale wziąłem za mało wody. Trochę się rozciągam i wchodzę, a w zasadzie wskakuje do wody gdzie przed chwilą zaczynaliśmy. Kąpiel daje duże wytchnienie dla ciała i ducha. Na mecie czeka na nas jeszcze posiłek, niesamowite ilości owoców i masaż regeneracyjny. Przebycie całego triatlonu zajmuje mi 2g 11m 04s. Jak się okazuje w całej imprezie zajmuję 11! miejsce – w pływaniu 63 :), na rowerze byłem 10 i bieg także ukończyłem z 10 czasem. Ja, amator, debiutant w triatlonie – nie spodziewałem się tego :). Gdyby dopracować technikę, gdyby… gdybania jest zawsze dużo 🙂 Trzeba wierzyć w siebie, pracować i podejmować wyzwania. Jak do tej pory jest to impreza sportowa, która przyniosła mi najwięcej satysfakcji i na pewno jeszcze zmierzę się z triatlonem w Czerwonaku. Do czego każdego sportowca – amatora zachęcam!

Darek Gorgolinski